Czy bez bierzmowania można się zbawić?

Katechizm Kościoła Katolickiego określa, że przez sakrament bierzmowania wierni jeszcze ściślej wiążą się z Kościołem, otrzymują szczególną moc Ducha Świętego, stają się świadkami Chrystusa, a przez to są zobowiązani do szerzenia wiary i bronienia jej (KKK 1285). Katechizmowe stwierdzenia są czymś oczywistym w porządku duchowym, ale czy rzeczywiście tak rozumie je młodzież przystępująca do tego sakramentu? Praktyka pokazuje, że niewielu z tych, którzy na pytanie biskupa „Czego pragniecie?” odpowiedzieli: „Pragniemy, by Duch Święty umocnił nas do mężnego wyznawania wiary i postępowania według jej zasad”, potraktowało te słowa właściwie.
Obecnie w Polsce sakramentu bierzmowania udziela się zwykle uczniom u schyłku nauki w gimnazjum. Sporo młodych autentycznie żyjąc po katolicku, dba o swoją duchowość, przystępuje do sakramentów świętych, modli się i włącza w życie parafialne.

Bierzmowany – wyznawca czy uciekinier?

Jednakże na tle osób przystępujących do sakramentu bierzmowania ci realnie zaangażowani stanowią nieliczną cząstkę. Czy nie trzeba zastanowić się nad tym, co można zrobić, by młodzież wiedziała, jak wielką moc nosi w sobie? Co ważniejsze, by nie bała się korzystać z tego, co w sakramencie bierzmowania otrzymała? Chodzi o to, by bierzmowanie „rodziło wyznawców”, o czym pisał w jednym ze swoich wierszy biskup Karol Wojtyła. By sami bierzmowani, jeśli nie żegnali się z Kościołem, nie rozluźniali więzi z nim; aby dojrzałą wiarę potwierdzali własnym życiem, czyli autentycznym dopełnieniem chrześcijańskiego wtajemniczenia.

Przywołany stan warunkuje wiele czynników. Kryzys życia rodzinnego (brak świadectwa wiary rodziców, często niepraktykujących, zapracowanych, nieobecnych), brak autentycznych wzorców chrześcijańskiego życia, niski poziom katechezy bazującej w nowych programach raczej na pogadankach niż na rzetelnym przekazywaniu prawd wiary, mistagogii czy wprowadzaniu w świat wiary. Negatywny wpływ wywiera laicka kultura, wypaczone pojęcia tolerancji, grzechu i miłosierdzia sprawiają, że wiedza przekazywana przez katechetów bywa bagatelizowana. W konsekwencji podjęcie autentycznej walki duchowej o własną świętość jawi się jako przejaskrawienie.

Rzesze młodych nie znajdują uzasadnienia wiary. Bez przyjmowania sakramentów zamykają się na łaskę Bożą, a coraz bardziej leniwi zarówno duchowo i społecznie nie czują potrzeby przystąpienia do sakramentu bierzmowania. Czas przygotowania do niego traktują w pierwszej kolejności jako obowiązek wynikający z katechezy, natomiast spotkania w parafii jako formę szkolenia koniecznego do zaliczenia egzaminu dopuszczającego. Negatywny wynik tego ostatniego rysuje się bowiem jako wstydliwy.
Czy więc jest zasadne, żeby sakramentu bierzmowania udzielać każdemu, kto zwyczajnie ukończył katechizację i odbył przygotowanie w parafii? Czy raczej powinniśmy dołożyć wszelkich starań, by młody człowiek przed przystąpieniem do tego sakramentu uzyskał duży zasób wiedzy katechetycznej i apologetycznej, rozumiał, czym jest chrześcijańskie powołanie do świętości i był przekonany, że to autentycznie jest jego droga? By wiedział, że nie ma życia duchowego bez sakramentów i modlitwy.

Historia Kościoła ukazuje, iż wyznawcy Chrystusa, którzy żyli w komunii z Nim na co dzień, nie ponieśli śmierci w obronie wiary, ale po śmierci byli otaczani wielkim szacunkiem i miłością ze względu na świadectwo życia. Czy w momencie bierzmowania rodzi się wyznawca? Sam usłyszałem kiedyś pytanie biskupa: „Ile osób nie przyjęło sakramentu i dlaczego?”. Odpowiedź, że nie byli dostatecznie przygotowani, wywołała ciszę. Zdecydowanie trzeba podkreślać, że bierzmowanie to nie tradycja lub zwyczaj.

Dar i zobowiązanie

Sakrament bierzmowania to legitymacja do podejmowania odpowiedzialności za Kościół ze wszystkimi konsekwencjami. Jako trzeci sakrament wtajemniczenia chrześcijańskiego dopełnia łaskę chrztu. Czy nie nastał jednak czas, w którym, zamiast skupiać się na liczbach, trzeba by odnaleźć jakość życia duchowego świadków Chrystusa? Statystyki w tym zakresie pozostają martwe. Tysiące uczestników koncertów ewangelizacyjnych cieszą, ale jak przekładają się takie lub podobne wydarzenia na codzienność? Czyż nie warto wreszcie odważnie pomyśleć o tym, że przyjmujący sakrament bierzmowania mają być solą dla ziemi i światłem dla świata? (por. Mt 5, 13-16) Nie można więc pojmować go w kategorii zwyczaju. Bez bierzmowania można się zbawić, ale czy branie na siebie odpowiedzialności za dzieło głoszenia Chrystusa bez głębokiego i szczerego pragnienia wywiązania się z niej nie jest grzechem? Warto się nad tym zastanowić.

O młodzieży mówi się obecnie różnie, ku czemu młodzi często skłaniają. Warto zatem skupić się na pracy z tymi, którzy faktycznie pragną czegoś więcej. Oni jako autentyczni i odważni świadkowie realnie wpłyną na swoich rówieśników, co z kolei przewyższa najpiękniejsze konferencje lub poruszające koncerty. Młodzież szuka dzisiaj świadków i autorytetów. Czyż takim nie okazuje się przede wszystkim rówieśnik, który stawia czoła tym samym przeciwnościom i problemom, ale przy rozwiązywaniu ich kieruje się zdrowymi, ewangelicznymi wartościami?

W XXI wieku paląco potrzeba świadków, którzy poniosą Chrystusa w swoje środowiska. Uczynią to jedynie wtedy, kiedy będą niezbicie przekonani, że mimo wszystko warto. Potrzeba w pierwszym rzędzie modlitwy, by młodzież ocaliła w sobie wrażliwość na prawdziwe wartości. Ponadto trzeba stawiać wymagania, aby rozwijała się intelektualnie i duchowo. To poziom dla nielicznych, ale właśnie ci staną się narzędziami Chrystusa w dziele zbawienia świata. Niech więc okażą się autentycznymi świadkami, zrodzonymi w sakramencie bierzmowania. Oto kluczowe zadanie dla wiarygodności Kościoła, o której mówi Sobór Watykański II i której tak bardzo domaga się współczesny świat.

Ks. Marek Różycki
katecheta, duszpasterz w parafii św. Barbary w Czechowicach-Dziedzicach,
doktorant UPJPII w Krakowie