Dom Papieża jak rzymskie Campo dei Fiori

Zaczęło się tak po prostu… od pozdrowień i zaproszenia do odwiedzin w letniej rezydencji papieży w Castel Gandolfo. Były to pierwsze wakacje Wojtyły po wyborze na Stolicę Piotrową – pierwsze z dala od Polski, Krakowa i od tych, z którymi łączyła go wieloletnia przyjaźń. Do tego grona należał prof. Jerzy Janik i to właśnie do niego i jego rodziny Papież skierował swoje zaproszenie.

Początki ich znajomości sięgały czasów duszpasterskiej działalności ks. Wojtyły w krakowskiej parafii św. Floriana. Wtedy to Janik, młody doktor fizyki po wysłuchaniu kilku poruszających kazań podszedł do Wojtyły i zaproponował czyby nie mogli się lepiej poznać na wycieczce narciarskiej. Wojtyła przystał na to i tak zaczęła się przyjaźń a z nią dialog z naukami ścisłymi – fizyką, chemią i astronomią. Nie zmieniły tego nowe okoliczności i obowiązki, które od października 1978 r. bezterminowo zatrzymały Wojtyłę w Rzymie.

Propozycja przyjazdu do Castel Gandolfo została przyjęta przez Janików z entuzjazmem a niewygody wielogodzinnej podróży samochodem z Krakowa  rekompensowała nadzieja spotkania z dawno niewidzianym przyjacielem. „Optymiści w naszej rodzinie – opowiadał później prof. Janik – uważali, że będziemy przyjęci dwukrotnie, raz na początku, a raz pod koniec wizyty na pożegnanie, pesymiści zaś sądzili, że będziemy przyjęci tylko raz”. Po przybyciu do miasteczka profesor Janik zgłosił się do Szwajcarów pilnujących bramy, a na pytanie czego sobie życzy, odpowiedział po prostu: „Przyjechaliśmy na spotkanie z Papieżem”. Zaprowadzono ich do pokoi znajdujących się kilkaset metrów za bramą i powiedziano, by tam zaczekali na „rozkazy”. Po dwóch godzinach zatelefonował Papież: „Jurek, byłem w ogrodzie, kiedy przyjechaliście. Przyjdź zaraz z Jasią i dziewczynkami, porozmawiamy”.

Janikowie przyszli, a Papież po powitaniu oprowadził ich po rezydencji: „Teraz pokażę wam, gdzie mieszkam. To moja sypialnia, to jest to samo łóżko, w którym zmarł Paweł VI. To jest kaplica…” Po zwiedzaniu Jan Paweł zapytał: „Powiedzcie mi teraz, jakie macie plany – jak możemy zorganizować wasz pobyt?” Profesor Janik, zdając sobie sprawę z napiętego programu zajęć Papieża, odpowiedział, że teraz, kiedy spotkali się już z przyjacielem, nie będzie zapewne wiele okazji do dalszych spotkań, toteż planują zwiedzić trochę Rzym i wrócić do domu. Jan Paweł jednak nie chciał o tym słyszeć: „Nie, to możecie zrobić innym razem. Teraz zostaniecie tutaj, będziemy razem jadać posiłki i rozmawiać”.

Papież wychodził z założenia, że dom Piotra jest domem Kościoła. Nie pytał o pozwolenie, by utrzymywać stosunki z ludźmi, z którymi chciał osobiście porozmawiać. Nie pytał również o pozwolenie, gdy zaprosił Jerzego Janika z rodziną do Castel Gandolfo. Po prostu ich zaprosił. Kiedy zaczął wysyłać osobiste zaproszenia na spotkania, odprawianą przez siebie prywatną mszę oraz na śniadanie, obiad i kolację, niektórzy współpracownicy papiescy byli przerażeni – tymi sprawami zajmowały się zawsze Sekretariat Stanu oraz Prefektura Domu Papieskiego. Jeden z urzędników Kurii, zaniepokojony napływem nieznanych ludzi, którzy przychodzili do pałacu papieskiego, rezydencji w Castel Gandolfo, na audiencje lub posiłki skarżył się: „Te sale były niegdyś miejscem godnym szacunku, miejscem dobrego smaku. Teraz jest to Campo dei Fiori (wielki targ w Rzymie)”. I taki też był pogląd Jana Pawła II w tej sprawie. Kościół jest, po pierwsze i przede wszystkim, rzeczywistością duszpasterską – stąd ta różnorodność, bezpośredniość i zwyczajność.  I wszystko w nim dzieje się naraz, tak jak na targu.

Por. G. Weigel, Świadek nadziei, Kraków 2000, s. 353-354, 419-421.