Nie spisujmy na straty, nikogo

Ez 33,7-9; Ps 95, Rz 13,8-10; Mt 18,15-20

Jezus nie przekreślał nikogo. Nie wzbraniał się przed spotkaniami z grzesznikami czy innowiercami. Wręcz przeciwnie, czuł się posłany, by pojednać ich z Ojcem, dając im poznać miłujące oblicze Boga. Nie dziwi więc fakt, że pragnął, by Jego uczniowie byli odpowiedzialni za siebie nawzajem. Zbawienie wieczne brata nie jest tylko jego prywatną sprawą. Stąd znaczenie upomnienia, które nie jest wyrazem „wtrącania się” w czyjeś życie, lecz odpowiedzialnej miłości bliźniego.

Nikt nie jest samotną wyspą

Angielski poeta, John Donn, pisał w jednym z utworów: Żaden człowiek nie jest samotną wyspą; każdy stanowi ułomek kontynentu, część lądu. Prawdę tę tym bardziej można odnieść do Kościoła. Każdy mój dobry czyn, drobny nawet przejaw szlachetności i świętości duchowo wzbogacają wspólnotę. Natomiast mój grzech i zło ubożą ją, stanowią zmazę na ludzkim obliczu Kościoła.

Jezus wiedział, że Kościół będzie przeżywał wewnętrzne podziały, zgorszenia spowodowane grzechami swoich członków. Że będzie targany ambicjami jednych i obojętnością drugich. Pozostawił uczniom kodeks postępowania, który można streścić w przesłaniu: odpowiedzialność jest miarą miłości.

Warto odnotować, że fragment o upomnieniu braterskiemu w Ewangelii św. Matusza jest poprzedzony wypowiedzią Jezusa o pasterzu, który zostawia 99 owiec, by szukać jednej, która się zgubiła. Wolą Boga jest zbawienie każdego człowieka. Natomiast po przedstawieniu kwestii upomnień, Jezus mówi o modlitwie i przebaczeniu. Upomnienie braterskie winno wyrastać z naszej odpowiedzialności za bliźniego i z miłości do niego. W żadnym wypadku nie chodzi o zademonstrowanie tylko swoich racji, wyższości czy chęci poniżenia drugiej osoby.

Świadectwo życiowej mądrości

Jezus najpierw wskazuje na rolę osobistej odpowiedzialności i dyskrecji. Idź i upomnij go w cztery oczy. W ich zachowaniu odzwierciedla się szacunek oraz szukanie prawdziwego dobra drugiej osoby. Tworzenie sensacji czy plotek niczemu nie służy. Przed taką rozmową trzeba się zastanowić, zebrać myśli, racje. Poprosić również Boga na modlitwie, by dał potrzebne światło. Zwykle natarczywość, źle dobrane słowa, emocje, nerwy, podniesiony głos do niczego dobrego nie prowadzą. Natomiast podkreślenie braterskich więzi, łączących nas z drugą osobą, tego, że zależy nam na niej, może przynieść dobry skutek.

Gdy zawiedzie upomnienie indywidualne, Jezus poleca, by poprosić świadków, a ostatecznie zaangażować w sprawę lokalną wspólnotę Kościoła. Nie chodzi tutaj o donoszenie czy też o wytaczanie ciężkiej artylerii, kiedy lekka broń zawiodła. Kościół posiada środki, dzięki którym możemy się zbawić. Jest to słowo Boże i sakramenty. Upomnienie ze strony Kościoła ma spełnić rolę pewnego „wstrząsu” sumieniem błądzącego człowieka, by wszedł na drogę prowadzącą do zbawienia. Takie upomnienie (kara) ma leczyć, prowadzić do nawrócenia.

Łaska nawrócenia

Kościół jest jak matka, która nigdy nie zapomina o swoich dzieciach. Tym samym obejmuje modlitwą także grzeszników, ludzi, którzy zagubili wiarę, odłączyli się od wspólnoty.

Podobnie wiele matek i ojców czeka, że ich dzieci powrócą do praktykowania żywej wiary. Słowa czasem nie wystarczają, ale modlitwa i ofiarowane wyrzeczenia nigdy nie są bezowocne. Zawsze trzeba się „upominać” u Boga o łaskę nawrócenia dla grzeszników, o ich zbawienie. W upominaniu winniśmy być odważni, ale roztropni. W modlitwie o nawrócenie możemy być „natarczywi”, wołając dzień i w nocy.

Sakrament przebaczenia i pojednania stanowi bramę, przez którą powracają synowie marnotrawni. Oby jak najwięcej z nich, zeszło z fałszywej drogi, powróciło do Jezusa i na łono Kościoła, zainspirowanych braterskim upomnieniem, stanowiącym przede wszystkim osobiste świadectwo, owoc modlitwy i mądrą radę, wypowiedzianą miłującym sercem.

ks. Andrzej Dobrzyński