O czym „marzy” Bóg?

Mdr 6,12–16; Ps 63; 1 Tes 4,13–18; Mt 25,1–13

Poszukiwany?!

Kiedy czytam dzisiejsze czytania, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że one mówią od nas o marzeniu jakie posiada Bóg względem nas. On chce, żebyśmy go pragnęli, wyczekiwali, skoncentrowali się na Nim. On tu jest najważniejszy. On stoi w centrum i domaga się uznania przez nas tego, jak bardzo Go potrzebujemy!

Pierwsze czytanie mówi o Mądrości – upragnionej, umiłowanej, poszukiwanej. Kiedy wczytamy się w biblijne księgi mądrościowe zrozumiemy, że termin „Mądrość” może stanowić synonim samego Ducha Świętego (por. Mdr 1, 4-5; Mdr 9, 17). A teraz zamień te dwa terminy. Przeczytaj pierwsze czytanie odnosząc je do Trzeciej osoby Trójcy Świętej. Widzisz jak Bóg o Ciebie zabiega, jak Cię pragnie i jak Cię szuka, jak odpowiada na Twoje poszukiwania?

„Głębia przyzywa głębię…”

Psalm który, usłyszymy tej niedzieli w liturgii, to nic innego jak wyznanie miłości jakie Bóg chciałby usłyszeć od nas. Tak jak On rozpaczliwie nas pragnie i jak on za nami tęskni – tak samo chce być przez nas upragniony i wzywany.

Konsekwencją Bożej miłości i Bożego pragnienia człowieka a także naszej odpowiedzi na to gorące Boże uczucie, jest zmartwychwstanie. Bóg nie chce jedności tylko z naszymi duszami. To mało! On włączy w to także ciało.

Absorbujący wizaż

I w końcu Ewangelia, tyle razy już przez nas słuchana, odczytywana, komentowana. Dla mnie ona także woła o pragnieniu Boga! Chce być wyczekiwany, chce by jego nadejście było centralnym, najważniejszym wydarzeniem. I nie oliwa jest tu najważniejsza a Oblubieniec, który się zbliża. Panny nieroztropne w efekcie miały już oliwę, ale nie weszły na ucztę, bo nie czekały na nadejście Pana, lecz biegały za napełnieniem lamp. Nie Oblubieniec był ich pragnieniem a własny wizerunek w świetle płonącej lampy. Dla nich ważny był efekt estetyczny a nie nadejście Umiłowanego.

Maria Miduch, wykładowca języka hebrajskiego i Starego Testamentu